22

listopad
25

Jak się bronić przed tym, co nienamacalne? Operacje wpływu a ustawodawstwo, którego nie ma.

Redakcja Projekt IK

Inne artykuły

Wojna kognitywna: nowy front w starciu Rosji i Białorusi z Zachodem

Wojna, którą Rosja i Białoruś prowadzą przeciwko Zachodowi, nie przypomina klasycznych konfliktów. Tu nie chodzi o granice ani o kontrolę nad terytorium. Stawką jest coś

Jak się bronić przed tym, co nienamacalne? Operacje wpływu a ustawodawstwo, którego nie ma.

Wojna hybrydowa charakteryzuje się przede wszystkim niejednoznacznością, ponieważ jej istotą jest rozmycie granic pomiędzy tym, co jest wojną, a tym,

Wszystkie sygnały były widoczne, ale nikt nie reagował. Wnioski z amerykańskiego raportu o atakach masowych w przestrzeni publicznej

Raport Mass Attacks in Public Spaces: 2016–2020, przygotowany przez National Threat Assessment Center (NTAC) działający przy U.S. Secret Service, jest

Zapobieganie i ograniczanie skutków incydentów z udziałem pojazdów – Rekomendacje CISA 2024

CISA to Agencja ds. Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury działająca w ramach Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA (DHS). Powstała w 2018 roku, aby chronić krytyczną

Jak się bronić przed tym, co nienamacalne? Operacje wpływu a ustawodawstwo, którego nie ma.

Wojna hybrydowa charakteryzuje się przede wszystkim niejednoznacznością, ponieważ jej istotą jest rozmycie granic pomiędzy tym, co jest wojną, a tym, co nią jeszcze nie jest; pomiędzy tym, co jest działaniem państwa, a tym, co wygląda na samodzielne zachowanie jednostek; pomiędzy incydentem kryminalnym, wypadkiem, kampanią marketingową, aktywizmem społecznym, a starannie zaplanowaną operacją służb specjalnych. Niejednoznaczność w wojnie hybrydowej jest bowiem narzędziem, które ma uniemożliwić przeciwnikowi szybkie, adekwatne i proporcjonalne działanie. Chodzi o to, aby każde zdarzenie mogło zostać zinterpretowane na wiele sposobów: jako przypadek, jako prowokacja, jako działalność przestępcza, jako „incydent bez związku” — ale nie jako jawny akt agresji państwa. Dlatego tak bardzo trudno jej przeciwdziałać, zwłaszcza, że teatrem wojennym są nie tylko terytoria, a przede wszystkim umysły i emocje. Wojna kognitywna (ang. cognitive warfare) to forma konfliktu, której celem jest wpływanie na procesy poznawcze jednostek, grup i całych społeczeństw w taki sposób, aby osłabić ich zdolność do racjonalnego działania, osądu, reagowania i podejmowania decyzji. Nie polega ona na fizycznym ataku, lecz na manipulacji percepcją, emocjami, uwagą, pamięcią, poczuciem tożsamości oraz zdolnością odróżniania prawdy od fałszu. Walka z dezinformacją i operacjami wpływu jest tym trudniejsza, że wymaga instrumentów prawnych, których EU nie ma. W dobie wojny kognitywnej — tej “cichej” formy agresji, którą Rosja i Białoruś prowadzą przeciwko Zachodowi — jednym z najmniej widocznych, a jednocześnie najgroźniejszych słabych punktów Europy jest próżnia regulacyjna. To brak nowoczesnych, spójnych narzędzi prawnych, które pozwoliłyby ścigać, ujawniać i neutralizować subtelne formy obcej ingerencji, finansowania wpływu oraz ukrytych operacji wpływu.

Aby zrozumieć, czego brakuje Europie, warto przyjrzeć się narzędziom wykorzystywanym przez Stany Zjednoczone. Foreign Agents Registration Act (FARA), obowiązujący od 1938 roku, nakłada obowiązek pełnej przejrzystości na wszystkich, którzy prowadzą w USA działalność polityczną lub lobbing na rzecz zagranicznego mocodawcy. Muszą oni ujawnić: zleceniodawcę, charakter działań i przepływy finansowe. Rejestr agentów wpływu jest publiczny, aktualizowany na bieżąco i prowadzony przez Departament Sprawiedliwości (DOJ). Dzięki temu obca ingerencja nie działa w cieniu — jej infrastruktura zostaje wystawiona na światło dzienne.

Drugim filarem jest Global Magnitsky Act — akt prawny, który daje władzom USA globalną kompetencję nakładania szybkich sankcji personalnych na osoby i podmioty odpowiedzialne nie tylko za naruszenia praw człowieka, ale także za korupcję, w tym powiązaną z operacjami wpływu. Zamrożenie aktywów i zakaz wjazdu mogą zostać nałożone natychmiast, bez potrzeby tworzenia nowych reżimów sankcyjnych. Kluczowe jest to, że oba mechanizmy tworzą razem zestaw narzędzi do ochrony przed obcą ingerencją: FARA ujawnia sieci wpływu, a Magnitsky pozwala je uderzyć sankcjami.

Na poziomie UE istnieją tylko częściowe odpowiedniki. W 2020 roku Unia przyjęła EU Global Human Rights Sanctions Regime, zwany potocznie europejskim Magnitsky. To krok naprzód, ale zakres sankcji obejmuje wyłącznie: ciężkie naruszenia praw człowieka. Tymczasem operacje kognitywne Rosji czy Białorusi rzadko dają się bezpośrednio powiązać z torturami czy więzieniem opozycji. To działania: dyskretne, niejawne, często “pod progiem prawa”, prowadzone przez pośredników. W efekcie narzędzie nie obejmuje kluczowych aktorów wojny informacyjnej, takich jak: firmy fasadowe, operatorzy sieci wpływu, sponsorzy dezinformacji, pośrednicy finansowi.

W 2023 r. Komisja Europejska zaproponowała pakiet Defence of Democracy (DoD) — pierwszy prawdziwy krok w kierunku europejskiego FARA. W jego centrum znajduje się projekt dyrektywy o transparentności reprezentowania interesów państw trzecich. Zgodnie z projektem: think-tanki, organizacje, lobbying, firmy PR i konsultanci działający na zlecenie obcego państwa mieliby obowiązek rejestracji i zgłaszania źródeł finansowania. To brzmi sensownie – można powiedzieć, jednak pomysł natrafił na potężny opór. Część państw członkowskich uznała, że mechanizm może przypominać rosyjską ustawę o “zagranicznych agentach”, używaną do tłumienia społeczeństwa obywatelskiego. Choć cele są odmienne — Europa chce przejrzystości, Rosja chce represji — na poziomie politycznym projekt utknął.

Niezależne analizy, m.in. Transparency International EU, wskazują dodatkowo: definicje w projekcie są zbyt wąskie, łatwo je obejść (np. przez podwykonawców i podmioty pośrednie), dyrektywa nie obejmuje obcych funduszy pranych przez firmy prywatne, a cały mechanizm “przejrzystości” nadal nie daje realnych sankcji.

Na poziomie unijnym dominuje logika “soft governance”: programy fact-checkerskie, edukacja medialna, monitoring FIMI (Foreign Information Manipulation and Interference). To wszystko jest oczywiście potrzebne, ale ma ograniczenia: nie obejmuje aktorów stojących za info-opami, nie wymaga ujawnienia powiązań finansowych z reżimami autorytarnymi, nie pozwala karać operatorów operacji wpływu, nie dotyka firm i NGO pełniących rolę pośredników i nie zmusza państw UE do jednolitego działania. Ponieważ UE nie wypracowała wspólnego modelu, część państw zdecydowała się działać samodzielnie.

Najbardziej zdecydowana jest Francja, która w 2024 r. przyjęła twardą ustawę przeciw obcej ingerencji i uruchamia rejestr działań wpływu prowadzony przez organ HATVP (istniejący od 2013 r.) — inspiracją wprost była FARA. HATVP (High Authority for Transparency in Public Life) to niezależny organ administracji publicznej we Francji, utworzony na mocy ustawy z 11 października 2013 roku („loi sur la transparence de la vie publique”). Jego główne zadania obejmują: kontrolę deklaracji majątkowych i interesów wysokich rangą urzędników państwowych, członków rządu, parlamentarzystów, nadzór nad etyką i konfliktem interesów w sektorze publicznym, prowadzenie rejestru reprezentantów interesów (lobby) – czyli zbieranie i publikowanie informacji o tym, kto i w jakim zakresie prowadzi działalność lobbingową wobec decydentów publicznych oraz promowanie kultury transparentności i uczciwości w życiu publicznym. Od 25 lipca 2024 r. (ustawa nr 2024-850) HATVP otrzymał dodatkowe, kluczowe kompetencje w kontekście przeciwdziałania obcej ingerencji. Mianowicie: HATVP ma utworzyć i prowadzić rejestr działalności wpływu („register of foreign influence activities”) realizowanych we Francji na rzecz podmiotu zagranicznego („foreign principal”). Do tej kategorii podmiotów należą: państwa spoza UE, podmioty kontrolowane lub finansowane przez takie państwa, oraz wszelkie osoby fizyczne lub prawne działające w ich imieniu lub pod ich kierunkiem w celu wpływania na decyzje publiczne, politykę zagraniczną Francji, politykę UE. Rejestr ma być cyfrowy, ogólnodostępny, a publikowane dane pozwalają na identyfikację, w jakim zakresie dana osoba lub podmiot działała w imieniu zagranicznych interesów. Obowiązek rejestracji dotyczy m.in. działań prowadzących do wpływania na kształtowanie prawa, polityk publicznych, opinii publicznej, za pomocą m.in. lobbingu, kampanii komunikacyjnych, finansowania. To pierwszy tak kompleksowy model w Europie — ale jedno państwo nie rozwiąże problemu działania sieci, które są transgraniczne. Inne kraje wprowadzają własne rozwiązania: rejestry lobbystów, przepisy o obcej ingerencji, czy nadzór nad finansowaniem NGO. Ale to wciąż patchwork, a nie system.

Wojna kognitywna działa dzięki temu, że: operacje wpływu są tanie, mogą być rozproszone, przechodzą przez pośredników, opierają się na fałszywych tożsamościach i firmach fasadowych, działają w szarej strefie — ani w pełni legalnej, ani penalizowanej. Przeciwnik działa właśnie w miejscach, gdzie nie ma przepisów, gdzie państwa i instytucje boją się zareagować, gdzie proces polityczny jest podzielony — a prawo nie nadąża. W świecie, w którym informacja stała się bronią, brak narzędzi jest równoznaczny z brakiem obrony.